Dzień Dziecka wypełniony Chopinem

Dzień Dziecka wypełniony Chopinem – brzmi nudno i mało atrakcyjnie? Może to tylko złe podejście? Przecież każda muzyka gra na emocjach. Nawet ta klasyczna.

W dniu dziecka wybrałam się z rodzicami i siostrą na koncert muzyki poważnej. Brzmi jak nietrafiony prezent? Nie w moim przypadku. W szkole muzycznej w Nowym Targu odbył się Recital Chopinowski japońskiej pianistki Atsuko Seta. Nie zastanawiając się długo zdecydowaliśmy się wybrać na ten koncert. W końcu niecodziennie trafia się taka okazja. Dzień Dziecka wypełniony Chopinem

Beethovena wędrówka przez dobę

Zajęliśmy miejsca w drugim rzędzie i po chwili na scenie pojawiła się ona – Atsuko Seta. Bez żadnych wstępów i zapowiedzi podeszła do fortepianu i rozpoczęła koncert. Na początku zagrała Sonatę Księżycową Ludwika van Beethovena. Melancholijnymi dźwiękami roztoczyła obraz doliny oświetlonej tylko nikłym światłem księżyca. Gdy grała, noc powoli mijała ustępując miejsca radosnemu, skąpanemu w rosie porankowi. Rzadko się nadarza okazja wysłuchania całej Sonaty Księżycowej. Lekkie dźwięki poranka to była właśnie jej druga część. Po niej wybrzmiały ciężkie, poważne melodie – słoneczny poranek zamienił się w pochmurny, szary dzień. W tym nastroju wybrzmiały ostatnie dźwięki SonatyDzień Dziecka wypełniony Chopinem

Deszcz? A może Liszt?

Zanim artystka wykonała utwory Chopina, salę koncertową wypełniła lisztowska La Campanella. Delikatna melodia przecinana dzwoniącymi, wysokimi dźwiękami wymieniała się mocniejszymi i wesołymi fragmentami. To tak, jakby wsłuchiwać się w krople deszczu i wypatrywać promieni słonecznych co jakiś czas przedzierających się przez chmury.

Dzień Dziecka wypełniony Chopinem

Chopin na salę wtargnął z czterema utworami: Fantaisie ImpromptuEtiudą RewolucyjnąNokturnem cis-mol oraz Scherzem op. 31. Nie miał najmniejszych problemów z zagraniem na emocjach. Fantaisie Impromptu przeniosła w bajkowy, szczęśliwy świat. Wystarczyło przymknąć na chwilę oczy by z sali koncertowej przenieść się na zieloną łąkę skąpaną w słońcu, przeciętą bystrym strumykiem i otoczoną szumiącym lasem. Aż chce się położyć na trawie i spędzić tak cały dzień wsłuchując się w dźwięki otaczającego świata.

Sielankę przerywały ostre, gwałtowne dźwięki Etiudy Rewolucyjnej, nie dającej się pomylić z niczym innym. Na wyimaginowaną łąkę nagle wtargnęli partyzanci, a słońce przykryły ciężkie chmury. Pojawił się ruch, zamieszanie, ale towarzyszyła temu powaga. Każda komórka ciała czuła, że coś się dzieje, coś niesamowicie ważnego. Muzyka się podnosiła, nawoływała do działania. Jakiego działania?! Przecież byłam na pięknej i spokojnej łące, nie było żadnego zagrożenia! To, że ty jesteś w pięknym miejscu nie znaczy, że wszędzie tak jest – odpowiada muzyka – wyjrzyj za róg, rozejrzyj się, otwórz oczy! Tuż obok są ludzie, którzy boją się o własne jutro. Dalej uważasz, że nic się nie dzieje? Jutro może dosięgnąć to także ciebie!

Już nie chce się śmiać. Nie jest tak wesoło, jak było na początku. Ten stan zamyślenia i powagi kontynuował kolejny utwór, Nokturn cis-mol. Poważny, dostojny, ale z przebłyskami radości. To były krótkie chwile, ale wyczuwalne. Po chwili łagodniał, powaga znikała, a Nokturn kołysał do snu otulając dźwiękiem jak kołdrą.

Kończące Scherzo było grą dźwięków i ciszy. Mieszanką różnych nastrojów: od lekkich, radosnych dźwięków wywołujących uśmiech na twarzy, przez spokojne melodie pełne melancholii, ciche i smutne dźwięki po zastanawiającą ciszę. To była całkowicie inna opowieść, piękna i tajemnicza.

A na bis…

Koncert spodobał się publiczności, więc nie mogło obejść się bez bisów. Jako pierwszy wybrzmiał utwór Alberto Ginastery Argentinian Dance. Przypominał pociąg pędzący przez nieznane krainy. Za oknem migały przeróżne krajobrazy. Raz oczom ukazywały się ogromne góry, innym razem były to tańczące postacie w kolorowych strojach. Wszystko zmieniało się bardzo szybko, pociąg zdawał się pędzić bez tchu, a jedyną pewną rzeczą był turkot kół przebijający się przez melodię. Japonka dała się namówić jednak na drugi bis. Jako ostatni tego wieczoru wybrzmiał ‚hit’ Wolfganga Amadeusza Mozarta – Marsz Turecki. Tym żywym utworem uśmiechnięta artystka pożegnała się z publicznością.

Atsuko Seta zabrała owacje na stojąco nie tylko za piękną interpretację utworów. Także oglądanie jej podczas grania to była przyjemność. Na jej twarzy często gościł uśmiech, a ruchy współgrały z nastrojem akurat granego utworu. Ten wieczór spokojnie można zaliczyć do udanych. A muzyka klasyczna potrafi malować piękne obrazy dźwiękiem.

Więcej od Muzycznej Listy:

Krople muzyki na parapecie. O deszczowych piosenkach

Czy warto spędzić wieczór w operze?

Notre Dame. O cygance, co nie chciała księdza

Zdjęcia zostały wykonane przez Józefa Figurę, autora bloga dziennikarskiego medialnie.info. Dziękuję za udostępnienie ich do tego tekstu! Dzień Dziecka wypełniony Chopinem