Życie

Coś mi nie gra – zmieniam bloga!

Coraz ciężej mi znaleźć motywację do pisania. Mam wrażenie, że cały czas się powtarzam. Wydaje mi się, że znalazłam rozwiązanie – zmieniam bloga!

Pojawiam się i znikam, raz jestem, a raz mnie nie ma. Przyczyn jest kilka. W ostatnim czasie trafiło mi się kilka wyjazdów i nie miałam czasu zająć się tworzeniem treści. Powoli zaczyna się semestr akademicki, więc coraz więcej czasu zajmuje mi tworząca się praca inżynierska. W tym wszystkim próbuję się odnaleźć. Kotłują się we mnie tematy, które chcę poruszyć, ale aktualna formuła Muzycznej Listy zdaje mi się na to nie pozwalać. Zapomniałam, że to ja dyktuję warunki blogowi, nie na odwrót. Więc zmieniam bloga na bardziej mi przyjaznego? Bez obaw – to miejsce nie przestanie być wypełnione muzyką.

Skąd taki pomysł?

Moja głowa w pewnym momencie wybuchła pomysłami na to, co chcę robić – a może zacznę coś na facebooku, a tu by pasowało wrzucić coś na instagram. Jednak te moje treści nie do końca pasują do muzycznego insta, więc może rozkręcę inne konto? A jeśli tak, to może założę nowego bloga? Ale w takim razie co z Muzyczną Listą? Odstawić na razie, tworzyć rzadziej? Moje myśli galopowały jak szalone, aż w końcu powiedziałam sobie STOP. Postanowiłam poukładać sobie treści, które chcę tworzyć i to, w jaki sposób chcę je tworzyć. Zmieniam bloga.

W momencie, kiedy siadłam na spokojnie i zaczęłam wstępną analizę tego, co zrobiłam, doszłam do wniosku, że Muzycznej Listy nie zostawię. To nie tylko dużo mojego czasu włożonego w tworzenie tekstów, ale też ogromna radość z pisania. Jednak formuła, w jakiej to robię, wymaga lekkiej modyfikacji. Marzy mi się zmiana wizualna, chciałabym poszerzyć poruszaną tematykę. Będą pojawiać się tematy nieco bardziej życiowe, czasami też mam nadzieję zahaczyć o teksty podróżnicze. Chcę, żeby blog stał się nieco bardziej osobisty. Jednak wszystkie treści będzie łączyć muzyka.

Chociaż Davida Bowiego bardzo lubię, to do tej piosenki trafiłam przez Shreka 2. W filmie jednak wystąpiła nieco inna wersja – wykonywał ją Butterfly Boucher, a Bowie był… wykonawcą gościnnym

Po co to wszystko?

Mam poczucie lekkiego zmęczenia tematu. Coraz ciężej mi siąść do pisania, mimo że uwielbiam tworzyć zestawienia, pisać o moich wrażeniach dotyczących musicali. Jednak powtarzane zbyt często nudzą się. I to nie tylko w odbiorze, ale też podczas tworzenia. Poza tym w ostatnim czasie pojawia się sporo tematów, o których chciałabym opowiedzieć, ale brakuje mi do tego przestrzeni. Zamiast tworzyć nową, zmodyfikuję tą, którą mam.

Do tej pory dominowały treści cykliczne. Jakby się zastanowić, od dłuższego czasu nie pojawiało się nic świeżego. Jest wrzesień, do bloga wróciłam w marcu – pół roku temu. W tym czasie napisałam sporo tekstów, które dały mi radość, poznałam niezwykłych twórców i dostałam bardzo pozytywny odzew. To jest naprawdę niesamowite! Jednak po tym półroczu czuję lekkie zmęczenie i zastój. Wiem, że bez odświeżenia to miejsce długo nie pociągnie.

Nie mam pojęcia, ile potrwa przerwa. Liczę jednak, że uda mi się uporać ze wszystkim w miarę szybko i niedługo zobaczymy się w nowej odsłonie strony. Mam nadzieję, że po zmianach odwiedzisz mnie tu z tą samą przyjemnością jak dotąd. Do zobaczenia na nowej Muzycznej Liście!

Ostatnio coraz częściej wracam do Taylor Swift z początków jej kariery. Mam do tych piosenek ogromny sentyment, stanowią idealne tło do czytania publikacji pod inżynierkę