Chyba nie słucham już muzyki

Chyba nie słucham już muzyki

W jakiś dziwny sposób w ostatnim czasie doba skróciła się. Dni mijają jak szalone, czas przecieka przez palce. Zatrzymując się na chwilę naszła mnie refleksja, że chyba nie słucham już muzyki.

Muzyka mi towarzyszy. Wracając z pracy do domu włączam jedną z moich playlist na Spotify. Podczas gotowania czy sprzątania ona też jest gdzieś obok. Czasami także podczas pracy pomaga mi się odciąć od świata zewnętrznego. Jednocześnie wiem, że to nie jest to, co było kiedyś. Chyba nie słucham już muzyki. Albo inaczej – rzadko słucham tylko po to, żeby słuchać. Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy w ciągu ostatniego półrocza włączyłam płytę, żeby się w niej zasłuchać. I tylko nie jestem pewna, czy jestem z tego zadowolona, czy nie.

Muzyka mi umyka

Przez większość mojego życia muzykę poznawałam przez radio. Jednak przez ostatnie parę lat nie wyrobiłam sobie nawyku słuchania radia. Ono jest, gdy przyjeżdżam do rodziców, ale u siebie to jakoś tak nie bardzo. Śledzę ulubionych muzyków na Spotify czy YouTube i to na tych platformach najczęściej odkrywam muzykę. Jednak czasami ciężko mi stwierdzić, czy dany utwór jest grany aktualnie w co drugiej stacji radiowej, czy raczej należy do jakiejś niszy. I trochę mnie to nie obchodzi. Jednak myśląc o blogu i powrocie do pisania, dziwnie się czuję bez tej świadomości, co jest teraz modne.

Zmieniłam się

Banał, prawda? I jedna wielka oczywistość. Każdy się zmienia. Szkoła przechodzi w studia, studia w pracę, pojawiają się nowe priorytety, zachwyty czy zachowania. Nadchodzą kryzysy, zwątpienia, z którymi trzeba sobie jakoś poradzić. I to jestem ja, aktualnie. Z jednym wielkim zwątpieniem w to, czy ścieżka, którą podążam od początku studiów, na pewno jest tą, którą dalej chcę podążać. Jednak to jest temat na inny wpis. Zmieniło się też to, czego słucham. Nie chodzi tylko o gatunki muzyki – coraz więcej czasu spędzam na słuchaniu podcastów czy audiobooków, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia.

O czym tu napisać?

Ten blog był o muzyce od zawsze. Od jesieni 2013 roku, czyli od czasów mojego gimnazjum. I tak sobie trwa, z licznymi przerwami, powstającymi formatami i kolejnymi porzuceniami. Zniechęcenia wymieniały się z entuzjazmem do pisania, aż przez brak czasu strona długimi miesiącami milczała. W międzyczasie niejednokrotnie chciałam opowiedzieć więcej o sobie, o moich podróżach, doświadczeniach czy przeżyciach. Tych wszystkich niepewnościach, które potrzebowałam w jakiś sposób wyartykułować, ale ciężko było zebrać wszystkie myśli w jedną, spójną treść, a przelane na wirtualny papier zaczynały nabierać sensu. Jednak forma tego bloga, którą nałożyłam sobie na początku, nie pozwalała mi na to. Próbowałam stworzyć coś nowego, postawić bloga od zera. I zawsze gdzieś się na tym wykładałam i w końcu projekt nie ruszał i umierał w zarodku, jeszcze przed publikacją jakiejkolwiek treści. Frustracja we mnie narastała, aż doszłam do wniosku, że:

Być może wrócę do pisania

Być może nawet do regularnego pisania. Jednak nie chcę pisać tylko o muzyce. Nie wiem, czy poprzednie formy wrócą. Nie wiem, czy będą pojawiać się zestawienia, teledyski czy płyty. Być może. Chciałabym, żeby pojawiały się wycieczki, zdjęcia czy przemyślenia. To jest moje miejsce, żeby się wygadać, gdy mam taką potrzebę. To nie będzie Muzyczna Lista taka, jak kiedyś. Ponieważ chyba nie słucham już muzyki. Przynajmniej nie tak, jak kiedyś.

Poprzednie na blogu