Taneczne historie: anioły, duchy i ballerina

Anioły, duchy i ballerina – tymi słowami można szybko opisać fabułę książki Weroniki Wierzchowskiej. Czy „Tancerka” warta jest uwagi?

Tańcem interesuję się odkąd pamiętam. Pierwszym filmem, którym zachwycałam się jako mała dziewczynka był Barbie i Dwanaście Tańczących Księżniczek. Nie mogłam oczu oderwać od ruchów animowanych postaci. Dlatego też chętnie sięgam po historie tancerzy. Ostatnio zaczytałam się w opowieści o Helenie Cholewickiej, jednej z najlepszych polskich balerin. Nosi tytuł Tancerka, a spisała ją Weronika Wierzchowska. Książka ta wzbudziła we mnie sporo emocji, dlatego chciałam o niej dzisiaj opowiedzieć.

Co to za historia?

Opowieść rozpoczyna się w roku 1856, kiedy to mała Helenka, córka pary warszawskich tancerzy, próbuje się dostać do szkoły baletowej działającej w Warszawie. Udaje się jej ta sztuka, lecz nie bez przygód po drodze. Od tego momentu przygoda dziewczynki z tańcem klasycznym rozpoczyna się na dobre. Książka prowadzi przez kolejne lata nauki opisując wybrane przygody Helenki i jej koleżanek, a następnie pokazuje rozwój jej kariery. Podzielona jest na 11 rozdziałów, każdy skupia się na innej opowieści. Między nimi występuje kilkuletni przeskok w akcji, jednak daty w podtytułach rozdziałów pomagają zorientować się w czasie.

Anioły, duchy i ballerina -dlaczego tak opisuję powieść?

Po Tancerkę Weroniki Wierzchowskiej sięgnęłam pełna entuzjazmu. Już okładka zapowiada, że opowiada historię najwybitniejszej polskiej baletnicy XIX stulecia, którą sam car Aleksander II wyróżnił, stwarzając stanowisko primaballerina assoluta. Życie takiej artystki musiało być niezwykłe i inspirujące, nic tylko dać się porwać lekturze!

Nie do końca. Już w pierwszym rozdziale Helence w dostaniu się do szkoły pomaga duch zmarłej tancerki, którą zobaczyła na obrazie w galerii. Jednak takie wizje można zwalić na podwyższoną temperaturę dziewczynki. Do przejścia. Jednak wraz z rozwojem akcji takich kwiatków pojawia się więcej. Duchy tancerzy uczą dziewczynkę, jak sobie radzić w teatrze, czy czytać w myślach. Z czasem pojawia się Samael, anioł śmierci, który postanawia ją odwiedzić, bo w swoim tańcu jest tak genialna, że popełnia herezję. Po tych nadnaturalnych spotkaniach nie dziwią już ludzkie fikcyjne postacie, które towarzyszą głównej bohaterce. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby ta fikcja i fantastyka była epizodyczna. Niestety nie jest. Większość powieści jest nadnaturalna, co mnie dość mocno zabolało. Szczególnie, że autorka sama stwierdziła, że dodała ‚kilkoro’ bohaterów fikcyjnych, żeby książka była ciekawsza. Jednak czy życie Heleny Cholewickiej było na tyle nudne, że trzeba było nafaszerować ją fikcją?

Może jednak warto?

Ja się na powieści mocno rozczarowałam. Liczyłam na to, że dowiem się, jak wyglądało życie w balecie XIX wieku, jak trenowali tancerze, z jakimi problemami się zmagali i jak spędzali wolny czas. Po lekturze mogę powiedzieć, że Helena Cholewicka żyła. Chyba. Nie jestem w stanie rozróżnić, jakie wydarzenia były fikcyjne, a które zdarzyły się naprawdę. Trochę mi przykro, szczególnie że da się napisać niesamowite historie tancerzy, oparte na prawdziwych wydarzeniach, które czyta się z zapartym tchem, a kończy z podziwem dla pasji i determinacji bohatera czy bohaterki.

Jednak jeśli szukasz rozrywki i nie interesuje cię, czy opisywana historia wydarzyła się naprawdę, to książka ma szansę Ci się spodobać. Boli mnie jednak, że książka kreowana jest na powieść biograficzną, przez to czuję się oszukana.

Ostanie teksty