Muzyka lekarstwem na wszystko

Muzyka lekarstwem na wszystko. Masz jakieś wątpliwości? Pomóc Ci je rozwiać? Daj się poprowadzić, a pokażę Ci niezwykłego muzyka, Bobby’ego McFerrina.

Bobby McFerrin – to nazwisko raczej nie jest Ci obce, prawda? Jednak czy potrafisz wymienić chociaż jeden jego utwór inny niż Don’t Worry, Be Happy? Nie? Czas nadrobić zaległości. Muzyka lekarstwem na wszystko

Otworzyłam szufladę z płytami zastanawiając się, czego mam ochotę posłuchać. Wtedy mój wzrok padł na tą płytę, Medicine Music Bobby’ego McFerrina z 1990 roku. I zaczęła się przygoda z całkowicie nowym światem.

Kim jest Bobby McFerrin?

O, to ten gościu od Don’t Worry, Be Happy! Dokładnie, ale oprócz tego znanego hitu ma na koncie mnóstwo genialnej muzyki. Nagrał 21 albumów, z czego większość to a capella. Dźwiękami potrafi wyczarować piękne obrazy mając do dyspozycji tylko własne ciało. Słuchając jest się w innym świecie, którego się nie da opisać. W ten świat zabiera także krążek Medicine Music.

Czas włączyć odtwarzacz

Pokój od razu wypełniają dźwięki pierwszego utworu, Medicine Man. Jest żywy, rytmiczny. Od razu porywa do tańca, zaprasza do poznania i zdaje się obiecywać piękną przygodę. Stylizacją przypomina muzykę afrykańską, w tym klimacie zostanie do końca. Rozluźnia, pozwala odetchnąć i odpocząć. Przedstawia ciekawy świat, nie zaburzony przez człowieka.

Po chwili w miejsce Medicine Man wchodzi żywsze i nieco bardziej energiczne Baby. Głos w tle jest jednak nieco przyciszony, przypomina dźwięki marakasów. Kontrastuje z nim śpiew, który brzmi pewnie, bardziej zdecydowanie niż tło, jednak nie wykracza znacznie poza spokojny i relaksujący klimat. Urywa się nagle, ustępuje delikatniejszemu Yes, YouMuzyka lekarstwem na wszystko

Ten kawałek jest bardziej tajemniczy niż dwa poprzednie. Ma w sobie coś hipnotyzującego i kojącego. Delikatnie kołysze, pozwala zasłuchać się głos Bobby’ego. A jest czego posłuchać. Spokojnie przechodzi od wysokich do niskich dźwięków, jakby to był pikuś. Muzyka lekarstwem na wszystko

Witaj w ogrodzie

The Garden ponownie nieco przyspiesza. Przedstawia obraz sawanny afrykańskiej, przyrodę niezmąconą wpływem człowieka, gdzie siłą rządzącą wszystkim jest natura. Jest tu spokój, życie toczy się powoli, bo po co się spieszyć? Dookoła jest tak pięknie, nie mam siły i ochoty opuszczać tego miejsca.

Jednak zmusza mnie do tego długość utworu, więc po trzech minutach otula mnie już delikatność Common Threads. Jest pierwszym utworem bez słów, ale są one zbędne w zrozumieniu go. Przypomina padający deszcz. Nie jest to gwałtowna ulewa, ale siąpiący opad mający w sobie smutek i melancholię. Przynosi pogodę, przy której najlepiej się marzy. Pojawiają się tu dźwięki pianina, pojedyncze uderzenia w klawisze wybrzmiewające gdzieś w tle, wkomponowujące się w całość.

Po deszczu początek Sweet in the Morning to pierwszy promień słońca przedzierający się zza chmur. Rozgania je i po chwili można cieszyć się bezchmurnym niebem. Dzień się kończy, zamiast błękitu pojawia się czerwień i róż, tworzące niezwykły, wieczorny klimat. Utwór momentami przypomina gospelową pieśń, ale całość jest zbudowana na tylko jednym wersie. I te słowa, Sweet in the Morning, są wszystkim.

Słońce z przerwą

Pełne słońce przynosi za to Discipline. Wszystkie hity lata mogą się przy nim schować. Pomiędzy rytmiczne, radosne dźwięki wplatają się nagłe wyciszenia, jak w animowanych bajkach, kiedy po burzy chmury się rozstępują. Przemawia wtedy Robert McFerrin, śpiewak operowy i ojciec Bobby’ego. Robi niesamowite wrażenie. Jest to jeden z najbardziej zaskakujących utworów na płycie Medicine Music.

Biegnący gospel

He ran all the way znowu przenosi w klimaty okołogospelowe. Jest to dynamiczny utwór o żywym rytmie. Dodaje mnóstwa energii, przy nim chce się żyć, działać, dokonywać niemożliwego. Daj się ponieść tej muzyce, poczuj, jak przez Ciebie przepływa, gdzie Cię prowadzi. Przynosi dużą dawkę motywacji i dobrego humoru. Najlepsza na ponury, zimny dzień, ale najpełniej brzmi podczas słuchania całego albumu.

Po tytule Angry (Gima) można spodziewać się dynamicznego i groźnego kawałka, w którym złość aż kipi. Jednak jest on nasycony smutkiem połączonym ze zrezygnowaniem. Wyhamowuje po He ran all the way, budzi współczucie, zatrzymuje w miejscu i daje chwilę do zastanowienia. Może to konsekwencja złości?

Wsiądź do pociągu

Rytm przyspiesza, staje się żywszy, powtarzający się, pociągowy… The Train to kompozycja zbudowana właśnie na dźwiękach przypominających pędzący pociąg. Jedziesz, ale nie wiadomo dokąd. Zresztą tutaj ważna jest sama podróż. Podczas niej dużo się dzieje. Jest dużo różnych kolorów, dźwięków, twarzy, emocji, kształtów. Jesteś w dziwnym wirze wszystkiego, wiele się dzieje dookoła, ale to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Wiesz, że nie jesteś sam, obok są ludzie nastawieni pozytywnie do Ciebie, jesteś jednym z nich. Ta podróż może się ciągnąć w nieskończoność, naprawdę nie potrzeba niczego więcej.

Podróż dobiegła końca. Rozejrzyj się teraz. Widzisz wielobarwną łąkę dookoła Ciebie? Słyszysz szum trawy kołyszącej się na wietrze? Widzisz rosnące powoli kwiaty? Potrzeba czegoś więcej? To jest najpiękniejsze marzenie, jakie przyszło mi marzyć. To jest Soma So De La De Sase. Wszędzie jest spokój, pośpiech jest zbędny. Dookoła tylko muzyka. Czasami ucieka, oddala się. Jest nieuchwytna, a tak bardzo nie chcę, żeby odeszła. I nagle się kończy, pojawia się cisza.

Wypełnienie

Psalm 23 wyrywa z marzeń. Co on tu robi? Utwór bez radości, bez nowego brzmienia, tylko sama pieśń, wypełniające cisze męskie głosy śpiewające Pan jest moim pasterzem… O co chodzi? Na pierwszy rzut oka nie pasuje do reszty, ale czy na pewno? Jest w nim coś urzekającego, nieuchwytnego, co sprawia, że wkomponowuje się w album. To właściwy utwór na właściwym miejscu, daje chwilę do zastanowienia i przywraca do świata codziennego. Pozostawia po sobie dziwną pustkę, teraz nie potrzeba już niczego więcej.

Warto?

Medicine Music to album, który mnie całkowicie zszokował. Nie spodziewałam się tego. Po pierwszym przesłuchaniu całości miałam łzy w oczach. Nie zdarza mi się to często. Jest jedną z najlepszych produkcji, jakie miałam okazje do tej pory usłyszeć. Robi ogromne wrażenie, a muzyka jest prawie namacalna. W wolnej chwili posłuchaj, nie zawiedziesz się. Ostrzegam, może wbić w fotel. Muzyka lekarstwem na wszystko

A jakie są Twoje wrażenia z muzyki Bobby’ego McFerrina?

Więcej od Muzycznej Listy:

Michael Jackson. Każdego inspiruje inaczej

Mój przyjaciel Herbie Hancock

Jutro wybiorę się na Księżyc

Grafika została wykonana dzięki Pablo by Buffer. Źródło obrazka: Wikimedia.