Muzyka do patrzenia: hipnotyzujące piękno natury

Są utwory, których świetnie się słucha. Są też takie, które włącza się po to, żeby obejrzeć ciekawy teledysk. Istnieje też grupa spełniająca obie kategorie. Oto pięć utworów o niezwykłym połączeniu muzyki i obrazu, pokazujących hipnotyzujące piękno natury.

Są utwory, na które nie mogę się napatrzeć. Często mają niezwykłą muzykę, ale nie zawsze. Dlatego wpadłam na pomysł zestawienia utworów, w których muzyka idealnie komponuje się z obrazem. Jednak szybko się okazało, że takich pozycji jest za dużo jak na jeden tekst. Tym samym zaczynam nowy cykl wpisów pod nazwą Muzyka do Oglądania. Na pierwszy ogień rzucam temat, przy którym najczęściej nie mogę oderwać wzroku – Hipnotyzujące piękno natury.

Fanką kina nigdy nie byłam i raczej nie zostanę. Film obejrzę, jeśli spełni moje wymagania, a są one dość restrykcyjne. Dlatego nie będę tutaj rozwodzić się nad montażem, prowadzeniem kamery i tym podobnymi rzeczami, ponieważ się na nich nie znam. Moją działką była i jest muzyka. W tym zestawieniu pojawią się utwory, do których teledyski wizualnie są fascynujące i często wracam do nich, aby nacieszyć oczy ich widokiem. Ważnym kryterium przy wyborze tytułów było dopasowanie obrazu do dźwięku i dopełnienie się wzajemne obu tych elementów. I nie oszukujmy się – moje zestawienia są bardzo subiektywne i pewne gatunki się tu nie pojawią, chociażby miały najlepsze teledyski. Nie ma żadnej przyjemności z oglądania, jeśli muzyka jest daleko od granicy tolerancji.

Oczywiście zadanie przerosło mnie już na samym początku. Teledysków, w które jestem zapatrzona, jest mnóstwo. I większość nadaje się do takiego zestawienia. Dlatego, tak jak wspominałam na początku, ten tekst będzie początkiem serii. Skupię się w nim na tym, co najpiękniejsze – na przyrodzie. Stąd nazwa Hipnotyzujące piękno natury. Całość lub zdecydowana większość wideo musi być w scenerii naturalnej. Wybierałam tylko spośród utworów anglojęzycznych – na zestawienie polskie trzeba trochę zaczekać.

Afryka, słońce i dzikie sny

Taylor Swift to osoba, której ciężko nie znać. Z nastoletniej gwiazdki inspirującej się muzyką country przeistoczyła się w prawdziwą popową legendę. Nie wszystkim się podoba ta zmiana, ale to artysta decyduje, nie publiczność. Ale to temat na inny tekst. Na twórczość Taylor natknęłam się jeszcze w podstawówce i była tak naprawdę moim pierwszym zetknięciem z popularną współczesną muzyką zza oceanu. Urzekło mnie niezwykłe brzmienie jej muzyki, łączące pop i country. Ja mam słabość do takich miksów, więc słuchałam nałogowo. Już wtedy jej teledyski przykuwały uwagę. Działo się w nich naprawdę dużo. I chociaż dzisiaj już nie słucham jej tak często, to zdarza mi się wracać z sentymentem do muzyki Taylor. Jednak utwór Wildest Dreams, który wybrałam, nie jest jednym z tych ‚pierwszych’. Pojawił się na albumie 1989 i pasuje bardziej do ‚nowej Taylor’. W moim przypadku ten album jest tym granicznym – nowsze piosenki całkowicie mijają się z moim gustem.

To, co mnie urzeka, to idealne zgranie obrazu z dźwiękiem i przepięknie skomponowane zdjęcia. Od pierwszej chwili jest to połączenie zapierających dech w piersiach ujęć z muzyką skupioną na delikatnym rytmie imitującym bicie serca, co potęguje efekt. Afryka pokazana tutaj jest rajem na ziemi. Reżyserem dzieła jest Joseph Kahn, który stworzył teledyski do Blank Space, Bad Blood (oba do utworów Taylor), czy Thunder Imagine Dragons. Patrząc na nie można śmiało stwierdzić, że zna się na swojej pracy. A ja się cieszę, że do Wildest Dreams wybrano sawannę.

Utrzymać się nad wodą

Drugą artystką, do której wracam z sentymentem jest Avril Lavigne. Jako nastolatka była buntowniczką, robiła wszystko po swojemu. Farbowała końcówki, nosiła bojówki, a jej wizerunek tak bardzo różnił się od pozostałych popularnych wtedy nastoletnich gwiazdek. Podobał mi się jej zaraźliwy uśmiech, pazur w twórczości i to, że po prostu jest tak, jaka chce być.

Później zniknęła na trochę, ja też zaczęłam się interesować inną muzyką i chciałam odciąć się od inspiracji z podstawówki. Kilka lat temu wróciła. I to jak! Zmieniła swój wizerunek całkowicie, zostawiając tylko mocny wokal. Przypomniała się światu wydając utwór Head Above Water, który jest mocną balladą. Jakby tego było mało wizualnie ta produkcja oczarowuje.

Scenografia utrzymana jest w zimnych tonach, a teledysk jest dość minimalistyczny. Widać tutaj artystkę na wybrzeżu Islandii. Może się to nie brzmieć zbyt zachęcająco, jednak ujęcia krajobrazu są tak oszałamiające, że ciężko oderwać od nich wzrok. Zgranie z muzyką też jest w punkt. Burzące się morze pojawia się wtedy, kiedy piosenka nabiera tempa, w spokojniejszych momentach możemy podziwiać bardziej statyczne elementy krajobrazu. Zmiana ujęć też jest odpowiednio dopasowana do muzyki i razem tworzą piękną całość.

Jak w filmie

Ta pozycja jest nieco inna od dwóch poprzednich. Nie tylko pod względem gatunku, ale także jeśli chodzi o akcję. Tutaj na pierwszy plan wysuwają się ludzie, spacerujący w lesie, skaczący po kamieniach nad strumykiem czy rzucający się śnieżkami. Krajobraz jest tu tłem dodającym romantyzmu poszczególnym scenom, ale idealnie komponującym się z muzyką. While Your Lips Are Still Red grupy Nightwish jest motywem z fińskiego filmu Lieksa!, więc w teledysku pojawiają się bohaterowie z tej właśnie produkcji. Szczęśliwie, do wideo wybrano sceny rozgrywające się w bajecznych krajobrazach, od których oczu nie można oderwać.

Grupę Nightwish śledzę od lat, ich utwory niejednokrotnie pojawiły się na blogu. Często w swojej muzyce łączą metalowe brzmienia z folkiem, przybliżając słuchaczom nieco Skandynawii. Prawie od samego początku za wokal w zespole odpowiadała kobieta – na początku śpiewała Tarja Turunen, następnie Anette Olzon, która należała do grupy w czasie nagrywania While Your Lips Are Still Red, obecnie jest to Floor Jansen. Jednak tutaj pierwsze skrzypce odgrywa basista Marco Heitala, który na potrzeby utworu użyczył swojego głosu. Dzięki temu brzmienie jest zupełnie inne niż zazwyczaj i nie miałabym nic przeciwko, gdyby pan Heitala stawał za mikrofonem nieco częściej.

Kazachskie pustkowia

Człowiek o potężnym głosie. Gdy śpiewa a capella przechodzą mnie ciarki. Mimo tej mocy w głosie nazywa siebie łachmaniarzem – po angielsku Rag’n’Bone Man. Kilka lat temu dał o sobie znać światu wydając swój debiutancki album Human (2017). Reprezentowały go trzy single, a wśród nich Skin, z teledyskiem nagranym na niezwykłych pustkowiach Kazachstanu.

Teledysk do utworu Skin wygląda dość apokaliptycznie – duże, puste przestrzenie i zniszczone budynki, dawno opuszczone przez żywych. Wśród nich pojawia się chłopiec, próbujący przetrwać i znaleźć swoje miejsce. Przez większość czasu widać jego wędrówkę i poszukiwania schronienia, ludzi, środków do przeżycia. Obraz ten nie jest oczywisty w kontekście tekstu piosenki, który wydaje się być wyznaniem skierowanym do kochanej osoby w chwili gdy świat się kończy. Mimo tego wszystko łączy się w spójną całość, nieco depresyjną, ale ostatecznie dającą nadzieję. Ja jestem zasłuchana w muzykę i zapatrzona w obraz, co pozostawia mnie z postanowieniem: muszę zapoznać się lepiej z twórczością Rory’ego Grahama, znanego jako Rag’n’Bone Man.

Czar zachodów

Od zawsze podobają mi się momenty, w których słońce prześwituje między gałęziami. Szczególnie w porze zachodu, gdy wpadające światło ma złotawą barwę. Bez względu, czy obserwuję to na żywo, czy patrzę na zdjęcie lub film. Nic więc dziwnego, że do zestawienia najpiękniejszych teledysków z naturą mój wybór padł na teledysk właśnie w takiej scenerii.

Niedawno (i tylko dzięki sugestiom YouTube’a) natknęłam się na cover przeboju grupy A-ha Take On Me. Zafascynowało mnie w tym wykonaniu wszystko – od spokojnej, akustycznej gitary, czystego głównego wokalu, przez elementy nadające klimatu folkowego, takie jak mandolina, flet czy śpiew gardłowy w tle, po teledysk, od którego nie mogę oczu oderwać.

Utwór wykonuje duet Melodicka Bros. Tworzą go dwaj bracia – Dave i Joe, którzy o sobie mówią, że wykonują dziwne covery dla dziwnych ludzi. Jednak sposób, w jaki to robią, jest co najmniej godny uwagi.

Źródła:

Hipnotyzujące piękno natury w innych tekstach